sobota, 6 września 2014

Dlaczego nie myślimy jak milionerzy? To przez szkołę.



- Wyciągam stuzłotowy banknot i mówię ludziom, żeby go wzięli. A oni zamiast chwytać szansę, szukają haka. Są wręcz pewni, że kryje się za tym podstęp. Sam kiedyś myślałem podobnie - mówi Dariusz Sikorski, trener biznesu, specjalista w dziedzinie motywacji.

Anna Pawlak: Był pan nieśmiały?

Dariusz Sikorski: Byłem człowiekiem, który bał się przemawiać, w szkole miałem problemy z odpowiedzią przy tablicy, wstydziłem się, że inni mnie słuchają. Można to przełamać? Tak, pod warunkiem że ma się marzenia. Nawet nie mamy pojęcia, jakie talenty mamy w sobie ukryte.

Wszystko zaczęło się dopiero w 1996 roku, gdy pojechałem na seminarium motywacyjne do katowickiego Spodka. Uczestniczyło w nim kilkanaście tysięcy ludzi. Pierwszy raz byłem na takim spotkaniu i po prostu byłem w szoku. Siedziałem na samej górze, nawet nie widziałem twarzy tego mówcy, ale miałem poczucie, że on właśnie do mnie mówi.

Obserwowałem innych ludzi, wyglądało na to, że myślą tak samo. Po spotkaniu nie mogłem zasnąć, kotłowało mi się w głowie. I wtedy pomyślałem, że chcę być takim mówcą. Postawiłem sobie cel, kilkanaście lat minęło i tak jest.

W mojej pracy trenerskiej uczę się od Amerykanów, to właśnie oni rozpoczęli szkolenia motywacyjne. Może jestem trochę kontrowersyjny, ale ja po prostu mówię ludziom prawdę. Oni to widzą, bo opowiadam o swoich problemach, na swoim przykładzie pokazuję, jak można się zmienić.

Nasza specjalność to odkładanie zmian na później i ciągłe szukanie wymówek.

- To nie jest domena tylko polskiego społeczeństwa. Tak jest na całym świecie, ponad 60 proc. ludzkiej populacji jest powściągliwa, negatywna.

Jeśli ktoś zbija majątek, zaraz zaczynają wątpić, czy zrobił to w legalny sposób. Czy zauważyła pani, jaka jest nagonka na bogatych ludzi? Jan Kulczyk, najbogatszy Polak, zatrudnił mnóstwo ludzi. Społeczeństwo powinno być mu za to wdzięczne, ale nie jest. Wręcz przeciwnie, uważa się, że bogaci ludzie są źli, powinni oddać swoje pieniądze. Skoro takie myślenie o ludziach bogatych jest dość popularne w Polsce, to podświadomie każdy, kto tak myśli, nie chce być bogaty.

Z drugiej strony ludzie zapominają, że sukces wymaga ciężkiej pracy, zamiast spełniać marzenia, szukają wymówek. A im inteligentniejszy człowiek, tym sprytniejsza wymówka.

Na jednym ze swoich spotkań wyjął pan stuzłotowy banknot i spytał, kto go chce. Przez sale przebiegł szmer, ale nikt nie podszedł.

- Zobaczyłem ten eksperyment na konferencji w Stanach Zjednoczonych, efekt był podobny. Przeprowadziłem go wiele razy na moich kursach czy konferencjach. Za każdym razem prawie nikt się nie zgłasza. Ludzie zamiast chwytać szansę, jaką jest ten banknot, szukają haka. Są pewni, że kryje się za tym podstęp. Doskonale ich rozumiem, bo sam kiedyś myślałem podobnie. I właśnie w ten sam sposób uciekają ludziom inne szanse. A kto ma pieniądze? Bogaci ludzie, których w społeczeństwie jest mniej. Czyli żeby je zdobyć, trzeba zachowywać się inaczej niż większość.

Gdy pytałem, kto chce 100 zł, to ludzie najwyżej podnosili rękę, zamiast przejmować inicjatywę. Tego nauczyła nas szkoła. Nie mam nic przeciwko edukacji, ale ten system uczy, że nie można się wychylać, nie można mieć swojego zdania, tylko nauczyciel ma rację.

Nie uczą nas, żeby wychodzić przed szereg, a właśnie to nam się w życiu przydaje. Nie zdajemy sobie sprawy, ile nawyków mamy w naszym zachowaniu jeszcze z czasów szkolnych. Np. nadużywamy słowa "wakacje" zamiast słów "urlop", "wypoczynek". A przecież wakacje są dla szkół, dla dzieci i młodzieży. To oni mają wakacje, nie my, więc dlaczego mamy właśnie w tym okresie wypoczywać? Rozumiem jeszcze tych, co mają dzieci, ale reszta?

Przecież człowiek czuje się najlepiej, gdy jest dużo słońca, bo słońce to energia. Zamiast wykorzystać ją maksymalnie do pracy, to my wtedy odpoczywamy. Nie jest to dziwne? Mało tego, jak jest najmniej słońca, najmniej energii, to my wtedy najwięcej pracujemy. Ja w wakacje pracuję, a odpoczywam wtedy, kiedy mam mniej energii do działania.

Na takim podejściu zyskuje także nasza kieszeń. Wybierając się zimą do ciepłych krajów, zapłacimy mniej, a jeszcze lepiej naładujemy akumulatory.

Do zmian w życiu często namawiają bliscy, ale rzadko z innych powodów niż pieniądze.

- Bliscy, podpowiadając nam jakieś rozwiązanie, chcą bardzo dobrze, ale nie wiedzą, że nam źle podpowiadają. Pieniądze w naszym życiu są ważne, ale znacznie ważniejsza jest wiedza, jak te pieniądze się zdobywa. Zasada, dzięki której można osiągnąć sukces finansowy, jest bardzo prosta: rób to, co kochasz.

Dlaczego zatem tak ciężko o ten sukces? Ponieważ ludzie za namową innych idą pracować byle gdzie, nie lubią tego, a jeżeli nie lubią pracy, to źle się tam czują, wtedy też wykonują źle swoje obowiązki. I to jest widoczne. A potem się dziwią, że nie idą do przodu, nie awansują.

Ale co ważne, ci, którzy idą za powołaniem, za talentami, które dostaliśmy od Boga, też nie zawsze zdobywają pieniądze. Nie mają planu, który opiera się na trzech podstawowych założeniach: kim chcę być, jak chcę żyć oraz ile chcę posiadać za 5, 10, 15 lat.

W szkołach nie uczą, jak planować sukces. Uczą, jak znaleźć pracę, stawiają nam cele, ale nie nauczyli nas, byśmy sami sobie stawiali cele. Ja mam synów, którzy kochają grać w koszykówkę. Marzą, by zostać zawodnikami NBA. Ja na to mówię: super! Możecie być! A od nauczycieli słyszą: ale to nie jest takie proste.

A powinni im po prostu kibicować.

Pracuje pan ze sportowcami. To ludzie, którzy na swoją formę ciężko pracują latami, trudno sobie wyobrazić, że brakuje im motywacji.

- Podam prosty przykład - najdroższa drużyna świetnie wyszkolonych piłkarzy, czyli reprezentacja Hiszpanii, błyskawicznie odpadła z mundialu. Wygrała z nimi zmotywowana drużyna Chile, która ma mniejsze umiejętności, ale ma motywację. W sporcie tak naprawdę bardzo często można zauważyć strefę komfortu, czyli stabilizację, brak ambicji, dalszych sukcesów tak jak w przypadku reprezentacji Hiszpanii.

Są świetni sportowcy, którzy po prostu nie mają serca do walki - i właśnie dlatego nie osiągają wyników.

Nierzadko, by zaczęli to robić, potrzebny jest im impuls, zapalnik, coś w rodzaju popchnięcia w plecy. Właśnie coś takiego dajemy podczas szkoleń.

Od umiejętności ważniejsza jest motywacja?

- Podczas spotkania na Uniwersytecie Ekonomicznym we Wrocławiu powiedziałem, że wiedza nie jest istotna. Wykładowcy w pierwszym rzędzie zamarli. Sekundę później dodałem, że bardziej istotne jest to, co się z wiedzą robi. Lepiej mieć 10 proc. wiedzy i wprowadzać ją w czyn, niż mieć jej znacznie więcej i nic nie robić.

Rozmawiała Anna Pawlak

Tekst oryginalny: Gazeta Wyborcza - Opole

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zostaw tutaj kontakt do siebie ...

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *